Skip to content

"Wyrazy Poparcia" artykuł o myśliwych kandydujących na stanowisko prezydenta RP.

luty 10, 2010

Chciałbym poprzeć jakiegoś kandydata na prezydenta. Tylko kogo? Czy wąsatego myśliwego z PO? Czy gładko wygolonego i przylizanego do tyłu myśliwego z lewicy? Czy rustykalnego, acz przebranego w garnitur, myśliwego z Peeselu? Czy uzbrojonego w wibrator i sztucer myśliwego medialnego?

A czy w ogóle są jacyś politycy nie myśliwi?

W społeczeństwie jeden myśliwy przypada na 360 obywateli. W sejmie na pięciu. Tak, to nie pomyłka. Nie na pięciuset, nie na pięćdziesięciu, tylko na pięciu.
Skąd bierze się ta nieprawdopodobna statystycznie nadreprezentacja myśliwych wśród polityków? Pierwsze wyjaśnienie, jakie się nasuwa, to że do polityki i do myślistwa pchają się ludzie agresywni, pozbawieni skrupułów i o zboczonej psychice. W końcu czy ktoś normalny chciałby oprawić na deseczce czyjeś ząbki? I czy przeciętny człowiek - jeden z tych trzystu sześćdziesięciu na każdego polującego - marzy o tym, żeby przydźwigać do domu kawał nikomu niepotrzebnego poroża i powiesić sobie na ścianie?
Oczywiście to wyjaśnienie może być błędne, możliwe są tu inne czynniki. Przymus polowania lansowany przez najbardziej hałaśliwą grupę, na przykład. Osobliwa nobilitacja do „wyższych” sfer. Mordowanie nobilituje, a wspólne mordowanie wytwarza więzy krwi, który to zwrot nie oznacza wcale, że jest się spokrewnionym, tylko że się razem rozbryzgało czyjąś krew, a więzy takie są czasem silniejsze niż więzy pokrewieństwa. Stąd bierze się poczucie przynależności do bractwa, elity - z jednej strony my, politycy, z drugiej naród, od którego chcemy się odgrodzić, za wszelką cenę, czymkolwiek, nie możemy wykształceniem czy inteligencją, to niech to chociaż będzie myślistwo.
Byle tylko się odseparować od plebsu. Nie przypadkiem najwięcej entuzjastów myślistwa jest wśród członków i członkiń samoobrony. Nikt tak nie gardzi plebsem jak on sam. Za peerelu zapalonym myśliwym był fotografujący się z sarenką Bolesław Bierut, polowali Władysław Gomułka, Edward Gierek. Pierwsi sekretarze dysponowali siecią „pałacyków myśliwskich”, posiadłości na terenach należących do Rady Ministrów, szczelnie chronionych przed klasą robotniczą drutem kolczastym i budkami strażniczymi. Polowali w takich pałacykach „znamienici” goście: Josiph Broz Tito, Reza Pahlavi, Valery Giscard D’Estaing, a także Nikolae Caucescu, który, jak fama głosiła, miał najokazalsze trofea, wśród nich najdłuższe „szable” (kły dzika) w całym obozie socjalistycznym. Piotr Jaroszewicz ustrzelił w jednym z takich ośrodków – oczywiście z niemałą pomocą łowczych - niedźwiedzia, który, wypchany, stoi dziś w miejscowym muzeum.
Aż do końca władze peerelu wręcz składały się głównie z myśliwych. Sensem życia Kiszczaka było polowanie. Mówiono, że tak naprawdę w peerelu nie rządzi PZPR tylko PZŁ - Polski Związek Łowiecki.
Myślistwo, oprócz tego że daje poczucie przynależności do elity, ma też wiele innych zalet. Pozwala leczyć kompleksy. Lśniący kawałek metalu w dłoniach, potęga i huk, i ta chwila obłędnej radości - trafiony. Być panem czyjegoś życia i śmierci, to jest to. Polowali królowie, polowały królewiątka. Polują kacykowie.
A marzenie marzeń? Stać się królem polowania, oczywiście. Królem.
Któreż dziecko nie marzy o tym, żeby zostać królem? Tylko że to nie dziecięca zabawa, lecz uroczysta koronacja sędziwego, choć infantylnego sadysty przez jego rozentuzjazmowanych kolegów sadystów.
Infantylizm to wspólna cecha myśliwych i polityków. Przypomnijmy sobie posła, który marzył o tym, żeby mieć w mercedesie przyciemnione szyby i to marzenie tak go opętało, że gotów był zdradzić interesy Polski dla tych przyciemnionych szybek. Infantylny jest dorosły człowiek, którego pasją jest wieszanie w domu czaszek, wypychanie odciętych głów, zdarcie z kogoś skórki i podłożenie jej sobie pod nogi przy łóżku.
Bronisław Komorowski ma imponującą kolekcję trofeów - czytamy na portalu myśliwskim. Bardzo chwalebne. Ale... ups! Mały zgrzyt. Jak czytamy na innym portalu, zdarzyło mu się popełnić coś wielce nieetycznego.
„Koło Łowieckie nr 18 „Ponowa” noszące szczytną nazwę Bialskie Towarzystwo Łowieckie dało się poznać szerszej nie tylko łowieckiej publiczności za sprawą bezkarnego, jak dotychczas, Stefana Karasińskiego strzelającego lisa w sezonie ochronnym, (...) a także za sprawą organizowanego w tym właśnie kole nielegalnego polowania zbiorowego z podkładaczem psów dla Marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego.”

Dociekliwy redaktor portalu posunął się jeszcze dalej. Wystosował list do marszałka Sejmu, z prośbą, by ten się do sprawy ustosunkował. I redaktor, a jakże, dostał odpowiedź:
„Szanowny Panie!
Informuję, że jako gość zaproszony przez prezesa koła na polowanie zbiorowe zadałem przed rozpoczęciem polowania sakramentalne pytanie, czy wszystkie formalności związane z moim udziałem w polowaniu zostały załatwione. Otrzymałem jednoznaczną odpowiedź twierdzącą, że wszystkie formalności związane z polowaniem zbiorowym zostały dopełnione.
Z przykrością jednak informuję, że tego dnia na polowaniu nie oddałem żadnego strzału.
Bronisław Komorowski”

Nieetyczne postępowanie, jak widać, polegało nie na mordowaniu zwierząt, tylko na jakiejś drobnej wpadce biurokratyczno-proceduralnej. Przypomina się film „Noc generałów”, albo niezapomniana kwestia policjanta z filmu „Gra” (nie, nie tego z Michealem Douglasem, tylko jego pierwowzoru z lat sześćdziesiątych). Policjant, zbadawszy miejsce zbrodni i przesłuchawszy sprawcę, konkluduje: „zgadza się, jest pan zarejestrowany jako uczestnik gry. Zabójstwo przepisowe, jest pan wolny. A, nie, zaraz chwileczkę! Płaci pan mandat. Zaparkował pan na zakazie.”

Koalicja myśliwska obejmuje osoby z różnych opcji politycznych. Sadyści wszystkich odcieni łączcie się! Na uroczystych polowaniach załatwia się interesy. Można o tym poczytać w znakomitym artykule Agnieszki Rybak pt. „Władza na rykowisku”. archiwum.polityka.pl/art/wladza-na-rykowisku,382292.html
Albo na blogu Janusza Palikota:
palikot.blog.onet.pl/1,CT44379,index.html
gdzie z całą naiwną otwartością zwierza się on z następującej „męskiej” przygody:
Bronka [Komorowskiego] poznałem bodaj w 1994 roku podczas sylwestra w leśniczówce w Lasach Janowskich. Byliśmy potem na wielu prywatnych wyprawach i spędziliśmy razem ostatnich pięć sylwestrów. Z tych wszystkich wydarzeń najbardziej niezwykły był nasz wspólny pobyt w Rosji i polowanie na głuszca. To było moje pierwsze polowanie. Nie jestem urodzonym myśliwym i bardziej ciągnęło mnie do przygody i towarzystwa niż do strzelania. Wśród prawdziwych myśliwych doświadczyłem swoistego rodzaju więzi i kultury, które mają niezwykle wiele uroku. Składają się na to różne obyczaje, pieśni i... nalewki.

Tekst Palikota w dalszej części ewoluuje w stronę mistycyzmu, mamy tam bowiem „cud”. I to cud wiarygodny, albowiem uwieczniony na łamach „Łowca Polskiego”. (gazetka myśliwych, w której producenci reklamują nowe środki chemiczne do przywabiania zwierzyny, instrumenty imitujące jęk samicy w rui i tym podobne „etyczne” pułapki na poroże).

...wtedy zdarzył się cud opisany później na łamach Łowca Polskiego. [pisze Palikot] Ja, debiutant, zobaczyłem walkę kogutów o samicę głuszca. Rzecz, której prawie nie zdarza się widzieć i to najlepszym, najbardziej doświadczonym myśliwym. Głuszca podchodzi się wiele godzin od drugiej do czwartej-piątej nad ranem. Posuwać się można tylko w trakcie określonej fazy pieśni godowej, kiedy ptak głuchnie . Nazywa się ją szlifowaniem, w odróżnieniu do pierwszej fazy pieśni zwanej korkowaniem. Tak więc zmarznięty i zdumiony oglądałem walkę kogutów, a potem ustawiłem się do strzału do koguta, który przegrał. I wówczas zleciał mi pod lufę trzeci kogut, którego zastrzeliłem. I tak, jako jedyny, wróciłem z polowania - ja debiutant - z ptakiem na flincie.
Cóż za subtelny dowcip, to skojarzenie falliczne zabitej istoty z lufą strzelby, nie darmo się mówi że do myślistwa pchają się ludzie, którzy mają z „tym” jakiś problem.
Nie mają za to problemów w nawiązywaniu kontaktów z braćmi po flincie (a może po ptaku?) i załatwianiu z nimi interesów.
Nie zawsze co prawda jest to metoda skuteczna. Na przykład Z Goeringiem nic się nie udało załatwić, choć zapraszano go na łowy do Białowieży.

Tym bardziej te tradycje nie mają teraz przełożenia na politykę zagraniczną. Nic jakoś ostatnio nie słychać o „znamienitych” gościach którzy przyjeżdżaliby do nas polować.
Albowiem czasy się nieco zmieniły od epoki gdy Nikolae Causescu budził podziw swoimi kłami. Czasy się zmieniły, lecz tego nie zauważają nasi pretendenci na królów polowania i kandydaci na wodzów narodu.
Ruch antymyśliwski w Europie jest coraz silniejszy. Pasja myśliwska jest marginalizowana, wyśmiewana, odsuwana do lamusa. Kandydat-myśliwy na prezydenta w krajach starej Unii nie miałby szans. Prasa od razu by mu to wytknęła, a obywatele, których zdecydowana większość jest przeciwko temu „sportowi” nie głosowaliby na takiego „hobbystę”.
U nas zresztą też jest o wiele więcej przeciwników myślistwa niż jego zwolenników. Wynika to niedwuznacznie z wypowiedzi na forach internetowych po każdej publikacji na temat myślistwa. Obok wpisów takich jak:
„Pod pieśnią głuszca - po raz pierwszy posłyszaną - następują zaślubiny na wieki wieków duszy myśliwskiej z duszą puszczy...”
pojawiają się też takie wpisy:
biedne zwierzaki, i po co było je zabijać? dla przyjemności? co wy ludzie nie macie co jeść? zachowujecie się jak dzikusy z epoki kamienia łupanego, sami sobie głowy odetnijcie i zróbcie z tego film. www.youtube.com/watch
Tomasz Matkowski, autor książki „Polowaneczko”

Linki:
Książka "Polowaneczko" w naszym sklepie: www.sklepik.viva.org.pl/polowaneczko-tomasz-matkowski-p-468.html

dodany przez admin
Portret użytkownika admin

Odpowiedzi

Dlaczego mówicie o jakimś

maj 12, 2010 dodany przez drug, 11 tygodni 3 dni ago
Comment id: 1121

Dlaczego mówicie o jakimś wyimaginowanym problemie, przecież człowiek zawsze jadł mięso i tak napewno zostanie, a wegetarianizm jest rodzajem subkultury, stylem życia, stylem żywienia, ale przecież chyba sami w to nie wierzycie, że klasyfikowanie kandydata na prezydenta pod kątem żywienia, czy hobby jest niezbyt rozważne. Przyznam, że hobby, czy powinności myśliwego nie są akceptowalne przez wegetarian. Sam nie jestem wgetarianinem, ale nie pociaga mnie nic w polowaniach. Sorki, za zamieszanie, bo wiem, ze wasze reakcje moga byc rózne, ale nie chce prowokowac kłótni tylko dyskusje.

W ostatnich dniach pojawiło

marzec 12, 2010 dodany przez Eko-Przewodnik, 20 tygodni 1 dzień ago
Comment id: 1036

W ostatnich dniach pojawiło się kilka wypowiedzi w maistreamowych mediach o problemie: prezydent - myśliwy. Tzn. problem moralny zaczyna być zauważany. Przykłady: http://tygodnik.onet.pl/michalolszewski.blog.onet.pl,402338684,blog.html
http://fakty.interia.pl/tylko_u_nas/wywiady/news/bugaj-wyczyny-pis-u-nie...

tak rozumiem :)- trza chyba

luty 26, 2010 dodany przez dharma, 22 tygodnie 1 dzień ago
Comment id: 1011

Portret użytkownika dharma

tak rozumiem :)- trza chyba taka partię założyć.....

...oczywiście że sprawa nie

luty 26, 2010 dodany przez Africasoli, 22 tygodnie 1 dzień ago
Comment id: 1010

Portret użytkownika Africasoli

...oczywiście że sprawa nie jest prosta i oczywista ..nie jestem zwolenniczką PiS-u..i wiem że w gruncie rzeczy tą (jak i inne partie) los zwierząt zbytnio nie interesuje niestety...chodziło mi o to że w porównaniu z większością polityków " myśliwych" bracia Kaczyńscy wyszli "przed szereg"..i zwyczajnie załapali u mnie +..;o)..pozdrawiam

Grupa "pro zwierzęca"???...nawet zapisałabym się w szeregi takiej partii...Ha!!!

Myślę że sprawa nie jest taka

luty 25, 2010 dodany przez dharma, 22 tygodnie 2 dni ago
Comment id: 1007

Portret użytkownika dharma

Myślę że sprawa nie jest taka prosta i oczywista. PiS sprawowałł władze przez 2 lata i chyba większość z ludzi żyjących w Polsce i nie tylko, którzy nie słuchają radia Maryi , ma do tej pory traumę z tego powody.

Jeśli chodzi o pomoc dla schroniska, to chwała im za to że pomogli ale za ich rządów sprawy legislacyjne nie ruszyły do przodu. Z tego co słyszałem, to w obecnym parlamencie jest już grupa "pro zwierzęca" która aktywnie pracuję nad problematyką zwierząt w Polsce i nie jest to grupa PiSu.

Na dzień dzisiejszy obecny problem zwierząt bezdomnych, powinien być głównie rozwiązywany przez samorządy/urzędy miast. Niestety różnie to wygląda w różnych miejscach. Np. tutaj w Kielcach prezydentem która zupełnie nie jest zainteresowana problematyką bezdomnych zwierząt itd. W tym roku urząd miasta obciął 70% kwoty na sterylizacje co oznacza że praca ostatnich lat może iść na marne.......

Przychodzi mi na myśl fakt,że

luty 25, 2010 dodany przez Africasoli, 22 tygodnie 2 dni ago
Comment id: 1005

Portret użytkownika Africasoli

Przychodzi mi na myśl fakt,że niepopularni i krytykowani bracia Kaczyńscy są bardzo przyjaźnie nastawieni do zwierząt (znana sprawa wsparcia finansowego na schronisko dla kotów). Czyn ten przysporzył prasie i mediom tylko powodów do kpin na ich temat..sugerując że zajmują się głupotami. Zdobyli się na bardzo niepopularny gest w polskim świecie politycznym bo zamiast jechać na polowanie oni pochylają się nad niepotrzebnymi nikomu zwierzakami ....a może właśnie w takich kategoriach powinniśmy oceniać kandydatów na stołek prezydencki?

Można sobie zadać pytanie kto prędzej zainteresuje się losem biednych/pokrzywdzonych w kraju? ten drapieżnik który dziesiątkuje i tak przetrzebioną już zwierzynę dla własnych korzyści i ambicji?????....... czy ten który potrafi dostrzec problem i pomaga zwierzakom????...odpowiedź nasuwa się sama.....

hej, no tak, nie ma na kogo

luty 20, 2010 dodany przez dharma, 23 tygodnie 23 godziny ago
Comment id: 982

Portret użytkownika dharma

hej, no tak, nie ma na kogo głosować. Może jakimś cudem Sikorski wygra przedwybory. Mimo wszystko na obecnego prezydenta nie będę głosować! Niestety, kiedy przychodzi nam wybierać, zawsze jest wybór tylko "mniejszego zła". Czy kiedykolwiek będą kandydaci na któryhch człowiek będzie mógł zagłosować z poczuciem że głosuje na właściwego kandydata i to bez wyrzutów sumienia? Chciałbym żeby tam było!

Dziękuję za ten artykuł. Też

luty 19, 2010 dodany przez Eko-Przewodnik, 23 tygodnie 1 dzień ago
Comment id: 979

Dziękuję za ten artykuł. Też mam ten problem: nie mam na kogo głosować, bo na myśliwego nie chcę. I chyba, wbrew sympatiom politycznym, wolałabym zagłosować na dotychczasowego prezydenta, bo on przynajmniej zwierzęta lubi.
Swoją drogą nie wiedziałam, że w Sejmie jest aż tylu myśliwych... to Palikot też? Wstyd mi jako filozofowi.
Uważam, że koniecznie trzeba przed wyborami nagłaśniać ten problem.

O Autorze

User is online Włączona
Dołączył: 2009/08/01
Wpisy: 193

Newsletter zuzu.pl :

Bądź na bieżąco!

Subskrybuje zawartość

Subskrybuj

Subskrybuje zawartość

zuzu.pl na Twitter'ze